Strasznie się bałam, bo mogłam się wykrwawić, a jestem w ciąży... Dziecku potrzebna jest krew...Woda zabarwiła się na czerwono... Zemdlałam na chwilę... Wtedy do łazienki wszedł Zayn. Szybko podbiegł do wanny i mnie wyciągnął. Obudziłam się na łóżku Zayn`a.
Zepsułam ci prześcieradło...- pomyślałam - strasznie się o mnie musiał bać, bo cały czas siedział obok. Zdziwiło mnie to, że ja byłam czysta... opatrzona i ubrana... Kocham Zayn`a.- w tym momencie przestałam mówić do siebie w myślach i odezwałam się...-
-Auć !
-Coś cię boli ?Zadzwonić po karetkę?!
-Nie... Ała...
-Na pewno?
-Taaaaaak. Pocięłam sobie brzuch... strasznie mnie boli.
-Zawieść cię?
-Auć! Ałaaaa... ! Tak, proszę.
Wnieśli mnie na noszach do tej samej izby co zawsze numer 69... To chyba przypadek... Znowu chciałam się pociąć. Na szafce była żyletka... Kurde ! Zawsze musi być coś czym mogę wyrządzić sobie krzywdę na tej szafce. Zaczęłam ciąć sobie brzuch. Poczułam coś w kroczu.
- POMOCY !- krzyczałam -
-Co się stało !? - powiedzieli jednocześnie Zayn i lekarz. -
-Dziecko !
-Pani się pokaleczyła !
-Ból sprawia mi przyjemność !
-To teraz pani pocierpi...
-Czemu ?
-Wywołała pani przedwczesny poród aż o 5 miesięcy ! Może pani lub dziecko umrzeć !
Zayn stał jak słup.
-No to co ! - powiedziałam perfidnie-
-Proszę... Poradzi pani sobie sama ?
Zayn kiwnął, że mam powiedzieć "nie", ale ja byłam mądrzejsza...
-Tak... mam wszystko pod kontrolą.
-Dobrze. Dowiedzenia.
-No bay,bay.
-Zwariowałaś ?!
-Nieeee...
-Urodzisz sama... Ja już nie wiem co mam robić ! Kocham cię, boję się o ciebie... a ty chcesz się zabić, co najgorsze Edzia też !
Zranił mnie tymi słowami... Wyszedł z pokoju. Urodziłam sama...
-Dzień dobry...- przyszła położna
-Troszkę się pani spóźniła...
-Nie. Skądże. Przyszłam po dziecko. Ojciec się go domaga.
-Kto ?
-Pan Nathan Sea.
-O nie ! Nie oddam mojego synka ! Edward jest mój !
-Proszę natychmiast oddać mi dziecko !
-Nic ona nie musi pani oddawać, a na pewno nie naszego dziecka - uratował mnie Malik
-P...pa...p...pan Zayn Malik ? Z tym ochyctwem?
-Proszę się stąd wynieść ! Natychmiast !
-Dziękuję -odparłam-
-Załatwiłem Edziowi inkubator, bo jest epickim wcześniakiem.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
-Obiecaj, że w twoim życiu nigdy nie będzie innej kobiety...
-Nie mogę obiecać.
-Dlaczego?!
-Bo ta kolejna kobietka będzie wołała do ciebie "Mamusiu ! "
Już zwątpiłam... a jednak mnie kocha.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz