sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 28

Obuziłam się, chyba dosyć wcześnie, bo jeszcze słońca do końca nie było. Spojrzałam na zegarek, kurde, 15:02. A myślałam, że słońce jeszcze nie wyszło. Haha mądra ja. Ooo... Zayn już wstał ? Zeszłam z łóżka obeszłam je. Patrzę, a tam Zayn, na podłodze.
-Bu ! - krzyknął Zayn, a ja aż podskoczyłam. -
-Zayn Nie strasz mnie, debilu ! Wiesz jak się przestraszyłam ?!- wydarłam się. -
-Tak, wiem. O to mi chodziło. - uśmiechnął się do mnie szczeniacko. Jaki bachor z niego. -
-Dobra idziemy do kuchni, trzeba coś zjeść, bo głodna jestem.
Kiedy schodziłam po schodach Zayn, wziął mnie na ręce, a ja zaczęłam się śmiać.
-Hahaha, Zayn ! Puszczaj ! W tej chwili ! - śmiałam się i krzyczałam. Po chwili Zayn mnie puścił i krzyknął-
-STOP !!! - oczywiście co się działo ? Bitwa na żarcie, co innego. - Czemu ja nic nie wiem, o bitwie na żarcie ? Też chciałem się porzucać. - wziął jabłko i uderzył nim w Niall`a. Oczywiście trafiło w głowę. Bidulek się przewrócił. Stałam i przyglądałam się co ci idioci robią. Matko... Z kim ja żyje. Stałam tak chyba z
5 minut, kiedy dostałam babeczką prosto w twarz. Odegrałam się, i tak zaczęłam uczestniczyć, w "wojnie" na żarcie. Biliśmy się tak, aż w końcu Zayn się na Liam`a wkurzył, i wylał na niego mleko. Ooo... To wojna dopiero się zaczyna.
-Uspokójcie się ! - krzyknął Harry - Mam pomysł.
Podszedł do szafy i wyciągnął 3 opakowania mentosów, a z lodówki wyjął cole. Mocno zburzył otworzył i wrzucił wszystkie 3 paczki. Po chwili cola wyleciała. Wszyscy pod nią poszli i skakali, żeby być bardzo mokrym. Jednak coś nam to przerwało. Dzwonek do drzwi. Liam poszedł otworzyć.
-Dzień dobry - usłyszałam gruby głos jakiegoś faceta.Poszłam zobaczyć kto to.Podeszłam a tam... Policjant. Że co ? Że policjant ? Że po co ? Kiwnęłam głową, do Liam`a, że ma iść. Poszedł.
-Dzień dobry. Emm... Ummm... Coś nie tak ?
-Doszły do nas skargi sąsiadów, że są tutaj problemy.
-Tak. Hahahahahahaha. - zaczęłam się śmiać, a policjanci spojrzeli się na mnie jak na głupią.-
-Przepraszam. Co panią tak śmieszy ?
-Bo... To wojna na żarcie.
-Aha. Ale i tak musimy wszystkich przesłuchać. - zrobiłam minę "WTF?" -
-Ale, że za co ? Za bitwę na żarcie ? Serio !?
-Przykro nam procedury.
-Hahaha. Nie, nie idziemy. Przerywają nam państwo.
Policjanci wepchnęli się do domu, i zaczęli wszystkich brać do ich tego "samochodu". Mnie wzięli dwaj, bo nie chciałam iść. Kopałam ich, gdzie popadnie. Jednak nie dałam rady. Siedzieliśmy w samochodzie, z głowami na dół. Tylko ja i Zayn sobie gadaliśmy. Policjant włączył radio, akurat były wiadomości.
"Sławny boys-band One Direction, właśnie zostali zabrani na komisariat policyjny. Ciekawe co się tu kroi. Podobno się bili. Pani Katy Malik została również zabrana." Popatrzeliśmy wszyscy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.
-Ei... Chłopaki kiedy wy macie trasę koncertową. - zapytałam.-
-Za 7 i pół miesiąca. - odpowiedział Liam. Kurde nie za bardzo pasuję, tak późno.Po za tym za około tyle mam termin. Co jak nie będzie Zayn`a ? Nie wyobrażam sobie tego, w ogóle. -
-Aha.- po jakiś 5 minutach, byliśmy już przed komisariatem.Wysiedliśmy, i policjanci zaprowadzili nas do tego, na komisariat . Chyba sierżant, albo szeregowy. Dobra nie wiem, nie pamiętam jak ten gościu się nazywa. Właśnie na gliny mówiło się psy nie ? Dobra weszliśmy wszyscy do tego całego gabinetu. Zdążyłam tylko szepnąć na ucho Zayn`owi "Będę udawać".
Usiedliśmy na barrrdzo wygodnych fotelach. Psy się postarały. Zastanawiam się co mi tak dzisiaj odbija. No tak to ja.
-A więc doszło u państwa do bitwy ?
-Tak na żarcie - no ba Hazza, zawsze musi wtrącić swoje 5 groszy tam gdzie nie trzeba. Idiota.-
-Aha. Dobra. A co się stało temu farbowanemu blondynkowi- wskazał ten pingwin na Niall`a-
-A jabłkiem oberwał od Liam`a. - kurde, co robić, co robić, żeby nie wkopać mam !-
Zaczęłam udawać, że strasznie mnie boli brzuch.
-Ała... Ałć !
-Matko Katy ! Co ci jest ? - zapytał zatroskany Liam.-
-To tylko... Ałć.. Skurcze...- udawałam jak jeszcze nigdy. Ja to na serio jestem mądra -
-Przepraszam... To pani jest w ciąży ? - zapytał ten doggy. Idioci, wszędzie idioci.-
-Tak jest ! A to jest ojciec dziecka - wskazałam na Zayn`a.-
-Dobra. To ta dwójka migiem, jechać do szpitala.- Zayn chwycił mnie za rękę i wyprowadził mnie z gabinetu czy tam biura pingwina.-
-Dobrze zagrane mała. - chciał przebyć "piąteczkę", ale ja dostałam skurcz.-
-Zayn, teraz nie żartuje. Dostałam skurcz. - zwinęłam się na podłodze w kłębek, i nie mogłam wytrzymać.-
W głowie miałam pełno myśli, że będzie jak z Edwardem. Zayn wziął mnie na ręce i pobiegł szybko do samochodu. Jednak nie było tak łatwo. Wszędzie były fanki. Kiedy zobaczyły, że Zayn niesie mnie zwiniętą w kłębek, biegiem do samochodu, zrobiły mu miejsce. Zayn powiedział tylko ciche "Dziękuję". "Włożył" mnie na tylne siedzenie , a sam poszedł za kółko. Nawet nie zapiął pasów, ani mi, ani sobie. Nie miałam siły ich przeciągnąć. Po chwili mój telefon zabrzęczał. Osz w dupę, esemes.



- Kto to ? - zapytał nadal zdenerwowany Zayn. -
-Em... Hazza.
-Co chce ? - ale on wkurzony. Ciekawe na co ? Na mnie pewnie. -
-A ty co taki wkurzony ? Pisze, że ich wypuścili i, że dziękują mi za uratowanie tyłka.- odpowiedziałam, jeszcze spokojnie, ale to jeszcze !-
-Szkoda, że twoim kosztem ! - krzyknął. Co mu odbija. Dobra nie będę już się odzywać, niech mnie tylko do tego durnego szpitala zawiezie ! A no i tak Hazzie trzeba odpisać.






Zobaczyłam, że dojeżdżamy już do szpitala. Napisałam ostatniego esemesa.
Po chwili jednak coś odpisał. Ugh!




Oni nie wiedzą co to znaczy. "Kończę bo dojechaliśmy" ? Co za dzieciaki. Ałaaa... Kurde jak długo może mnie ten brzuch boleć ? Megan uspokój się !
Zayn wysiadł z samochodu. Obszedł go dookoła, wziął mnie na ręce i poszliśmy do szpitala.
Od razu poszedł do "mojego" lekarza. Kurde... Mogliśmy jechać do domu, i prywatnie by przyszedł, bo jeszcze będę musiała tu zostać. Ale ja nie chce !
-Dzień dobry. - powiedział Zayn, wchodząc do gabinetu tego jak on miał. Kurde mam słabą pamięć. O tego Kevin`a Morgan`a. -
-Dzień dobry. Coś się stało ? -zapytał Kevin`ek. Dobrze, że Lou nie zna jego imienia. Ale byłaby beka. -
-Tak. Żona dostała skurcze. - uu... Jak on dawno nie mówił do mnie żona. Głupio to brzmi. Ale pomyśleć, co było po ślubie. Matko. Masakra. Zayn dostał z buta w zęby, Harry no wiadomo. Jak by to powiedzieć, powstanie Megan. Hahahhaha jak to śmiesznie brzmi.
-Proszę się położyć. Zrobimy USG. - Mogran dzisiaj jakiś poważny. Dziwne. Położyłam się, a on zaczął mi jeździć bo brzuchu. - Piła pani coś w tym tygodniu ? Chodzi o alkohol.
-No, tak wczoraj kieliszek szampana.
-Jadła pani coś dzisiaj ? - co to spowiedź ?
-Nie zdążyłam.
-No to ma pani odpowiedź. Proszę tak już nie robić. Przepisze pani coś na skurcze, jak nie ustaną i troszkę się pani pomęczy.
-Ale dziecku nic... - co za faciu, przerwał mi ! -
-Nie. Tu ma pani receptę, dziękuję, do widzenia. - wstałam z łóżka, wzięłam receptę, chwyciłam rękę Zayn`a. i wyszliśmy z gabinetu. A błąd. To sala 69. Hahaha. Chłopaki czekali aż wyjdę.
-I jak? - zapytał Niall.-
-Em.. Wczorajszy szampan plus dzisiaj pusty żołądek to się równa skurcze i tabletki. - odpowiedziałam. Uhu. Nie wiedziałam, że umiem matmę. Haha. Nikt nic nie odpowiedział. Spojrzałam na zegarek 7:08 PM.
Trzymałam chwilę telefon w ręce i coś zabrzęczało. Esemes ? Kto to może być ?



Nie odpisałam już. Po 10 minutach byliśmy przed domem. Wysiadłam z samochodu i poszłam otworzyć mieszkanie.
-Hej Perrie, hej Danielle, hej Elka. - przywitałam się  każdą buziakiem.-
-No hej - odpowiedziały chórkiem.
Weszliśmy do domu. O maj ! Było tak czyściutko że to nie podobne. Przecież jak nas pingwiny zabierały było brudno. Poszłam do naszej sypialni ubrałam się w to. Zeszłam na dół i zobaczyłam, że Zayn robił coś do jedzenia. 
-Co tam robisz ? - zapytałam ciekawa, spoglądając mu przez ramię.-
-Gofry, w kształcie serduszek dla ciebie.
-Ojejuu... Dziękuję.  Kochany jesteś. - powiedziałam i poszłam w stronę salonu, gdzie siedzieli wszyscy. Usiadłam pomiędzy Harrym a Lou. 
-Gdzie Danielle i Liam ? - zapytałam.- 
-U Liam`a w pokoju siedzą. - odpowiedział Lou całując w czółko Elkę.-
-Aha. Ei nudzi mi się może obejrzymy jakiś horror ? -  zapytałam. Ogółem nie lubiłam horrorów, ale miałam dzisiaj ochotę na jakąś akcję. -
-Oo... Dobry pomysł. - powiedział Lou.-
-To wy sobie w czwórkę możecie oglądać, ale ja z Harrym spadamy do klubu dzisiaj. - odezwał się Niall. No musieli to zepsuć. Musieli...-
-No ok. To co oglądamy w czwórkę ? 
-No ok. A jaki ? Bo wiecie ja znam taki nie straszny, ale nie taki, że wy byście się nie bały. - no pan mądrala Marchewka się odezwał. -
-Ok. Jaki tytuł ? - zapytała Elka.-
-Sierociniec. 
-Ok. Zayn ! Chodź oglądać. - krzyknęłam.-
-Już idę.- przyszedł, i przyniósł gofry, popcorn, chipsy, sok Cappy, jednego drinka i dwa piwa.- Drink dla Elki. Sok Cappy dla mojej księżniczki, piwo dla mnie i Lou. No i jedzenie dla każdego. - powiedział włączając horror. Ta muzyka mnie troszkę przerażała. Zjadłam 2 gofry i wypiłam sok. Wtuliłam się w Zayn`a i nawet nie wiem kiedy usnęłam. 


niedziela, 25 sierpnia 2013

Rozdział 27

Poszłam do kuchni, tam gdzie był Zayn. Usiadłam na blacie i przypatrywałam się co robi. Oooo... Chyba naleśniki z czekoladą. Mniam, mniam. Przez pół nocy zastanawiałam się nad tym, czy wybaczyć mu tą zdradę. Nie powinnam, ale jednak za bardzo go kocham.
-Zayn. Możemy pogadać ? - zapytałam nieśmiało. Czułam się jak wtedy, kiedy miałam mu odmówić chodzenia. Matko... Minęło ponad  rok od naszego pierwszego spotkania, a my jesteśmy już małżeństwem, i  niedługo będziemy rodzicami. Kurde jeszcze tylko 8 miesięcy. Coś ten czas szybko mi leci.
-No oczywiście. Jesteś może głodna ? - odpowiedział na pytanie pytaniem. Matko, jak to dziwnie brzmi. Ei.. Mam dzisiaj fajny humorek. Może dzisiaj pójdziemy na zakupy, a przy okazji po wyprawkę dla dziecka.
-Jestem, ale najpierw chcę z tobą pogadać.
-No ok. - podszedł do mnie i chwycił mnie w tali. - Więc o czym chciałaś pogadać ?
-O nas. To znaczy. Przemyślałam, to wszystko i... Wybaczam ci, tą zdradę. Wiem, że tego nie chciałeś. Tylko musisz mi jedno obiecać. - uu... Łatwo poszło, myślałam, że będzie gorzej. Hahaha... I ta ucieszona mina Zayn`a. Nie mogę dłużej. Wybuchłam śmiechem. Spojrzał na mnie jak na jakąś wariatkę, i jeszcze głośniej zaczęłam się śmiać. Mój śmiech przerwał mi, pocałunkiem. Nie spodziewałam się tego, ale ok. Po chwili rozłączył nasze usta...
-To co głodna ? - zapytał uśmiechając się. -
-Nawet nie wiesz jak bardzo.- Zayn podał mi talerz z naleśnikami i czekoladą. Zjadłam już 3 i nadal byłam głodna... Ups...
-Misiek... Zrobisz mi jeszcze ? - zrobiłam maślane oczka. -
-Jeszcze jesteś głodna ?
-No tak... Ei... No nie moja wina, że mam apetyt...
-Ok. Ile ?
-Szczerze ? To żartowałam. Nie chce już... - wstałam z krzesła i ruszyłam w stronę Zayn`a.
-O ty małpo...A ja już wlałem ciasto na patelnię. I kto to zje ?
-Nie wiem. Ei... Podobno Hazza i Niall mają jakieś nowe dziewczyny.
-Hę ? Nie wiadomo mi nic...
-Bo znowu cię wkręcam. Haha.
-Dobra teraz przesadziłaś. Lepiej zacznij uciekać. - szybko wzięłam nogi za pas i zaczęłam przed nim uciekać. Jednak ciąża daje się we znaki. Za szybko się zmęczyłam. Usiadłam na kanapie i udawałam, że źle się poczułam. Zayn od razu do mnie podszedł.
-Hej, Katy. Co się stało ?
-Wiesz, bieganie nie za bardzo mi odpowiada bo jestem w ciąży, więc wiesz.
-Ei.. No... Przepraszam. Co zrobić, żebyś mi wybaczyła? - i znowu jedna  tych jego podstępnych minek
-Zabierz mnie na randkę, ale taką romantyczną. - zaśmiałam się. Oczywiście mówiłam to dla jaj, bo miałam ochotę na zakupy. -
-Nie ma sprawy. Bądź gotowa za 3 godziny...- uśmiechnął się i ruszył w stronę salonu... -
-Ei.. Zayn, ale ja żartowałam - krzyknęłam, tak żeby usłyszał.-
-Ale ja nie misia. - podeszłam do niego bliżej stanęłam na przeciwko, a ten wariat mnie pociągnął i wylądowałam na jego kolanach. Dał mi buziaka w usta i powiedział. -
-Randka nam się przyda. Dawno nie byliśmy na żadnej. Tak szczerze, to chyba nigdy nie byliśmy, więc już cię tu niema. Masz się ładnie ubrać, ale nie sukienkę, ani nie szpilki. Chyba, że lubisz chodzić po miękkim w szpilkach.
-Emm... Um.... Nie...
-Dobra dalej. Masz trzy godziny.
-Tylko ?! Przecież wiesz, że się nie wyrobię. - Zayn wstał z kanapy podszedł do mnie i pocałował.-
-A teraz ?
-No dobra. Ale szantażystą jesteś dobrym.
-Mam to po tobie.
-Świnia. - krzyknęłam, wchodząc po schodach.-
-Małpa - odgryzł się. A to idiota. Idiota ale kochany.
Weszłam do naszej sypialny, otworzyłam szafę i się w nią wpatrywałam. Hmmm... Co by tu ubrać... Stałam jak na serio jakieś 20 minut. Mam ! W końcu. Wzięłam to, i już miałam iść do łazienki, kiedy pan "wszystko psujący Malik" krzyknął z salonu.
-Kochanie, nie ubieraj krótkich spodenek i bluzki na ramiączkach, bo nie jest za ciepło.
Ugh ! Znowu stałam przed szafą tym razem 40 minut wybierałam. Kurde minęła mi już godzina. Mam tylko dwie. Dobra znalazłam coś. Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic spojrzałam na zegarek.
-Kurde brałam prysznic 30 minut. Mam tylko 1,5 h. - powiedziałam sama do siebie. Tak wiem, nie jestem za mądra. Mam to po mężu. Hahaha.... Dobrze, że nie czyta mi w myślach. Zobaczyłam, że mój telefon się rusza. No tak wibracje mam w telefonie. Ciekawe od kogo. No tak Zayn. Kto inny.




Ten człowiek nie ma pojęcia jak mnie denerwuje.





Ubrałam się w uszykowane ubrania. Zrobiłam makijaż Taką fryzurę . Kiedy byłam już gotowa, popsikałam się perfumem  "Our moment, One Direction" Matko czy w tym domu musi być wszystko z 1D. Najwyraźniej tak.
-Gotowa ? - zapytał Zayn, kiedy weszłam do salonu.
-No oczywiście, że tak.
-Ślicznie wyglądasz. - powiedział cmokając mnie w policzek. -
-No to na razie chłopaki - powiedziałam.-
-No papa. Miłej randki - odpowiedział Liam. Wsiadłam do samochód, ale dopiero po chwili skapnęłam się, że to nie ten samochód którym stale jeździmy a jakimś innym.
-Kochanie ? - zapytałam -
-Tak, misia.
-Jakim my samochodem jedziemy ?
-Moim nowym. Przecież nie mogłem stale jeździć w Hondzie. Znudziła mi się.
-A ten to ?
-Ferrari california .
-Ahaaa... Dużo mi to mówi.
-Siedzisz w samochodzie, i nie wiesz jak on wygląda. A... Zapomniałbym. - tym momencie dach nad nami się otworzył.-
-Matko ! Zayn ! Kocham cię. To było moje marzenie od małego.
-Cieszę się, że je spełniłem. -
Czułam się jak w siódmym niebie, wiatr rozwiewał moje włosy, jechałam super samochodem, za 8 miesięcy miało pojawić się dziecko, moje i mojego wymarzonego faceta.
Zauważyłam, że się zatrzymaliśmy, ale było tam tak nie fajnie. Trawa, jakieś skały, las.
-To tu ? - zapytałam z grymasem. -
-Nie kawałek dalej. - wyszłam z samochodu, a Zayn wziął koszyk. Ciekawe po co mu... No tak pewnie piknik... W sumie... Dawno nie byłam na pikniku.
-Chodź... - powiedział Zayn, i podał mi rękę, chwyciłam ją. Zayn zakrył mi oczy.
-Eii....- powiedziałam, znowu z grymasem -
-To miała być niespodzianka.
-Ok no, ok. - po chwili poczułam, jak Zayn odkrywa mi oczy. Otworzyłam je i zobaczyłam to.
-Matko, Zayn ! Kocham cię. - powiedziałam, po czym pocałowałam go czule w usta.-
-Ja ciebie też Katy. - usiedliśmy na kocu, i siedzieliśmy, gadaliśmy, marzyliśmy. Po prostu jesteśmy oboje ciekawi, jak to będzie z dzieckiem. W końcu zaczęły mnie boleć plecy i ręce od tego siedzenia. Położyłam się i wpatrywałam się w niebo. To samo zrobił Zayn. Popatrzyliśmy na siebie, i się pocałowaliśmy.Siedzieliśmy na plaży już 4 godziny. Popatrzyliśmy na piękny zachód słońca. Chodziliśmy po plaży w tą i z powrotem. Goniliśmy się. Zachowywaliśmy się jak zakochane w sobie dzieciaki. Zakochani w sobie jesteśmy ale nie dzieciaki. Zrobiło się ciemno, kiedy Zayn powiedział, że mam czekać na kocu, a on zaraz przyjdzie. Troszkę się bałam ale ok. Zgodziłam się. Nie przychodził już 30 minut. Zdenerwowałam się. napisałam sms.

 Nie odpisywał, przez kolejne 2 minut. W końcu zobaczyłam, że idzie.
-Matko, Zayn ! Nie strasz mnie więcej. Gdzie ty byłeś ?
-Chodź - zakrył mi znowu oczy i poprowadził gdzieś. Po chwili chyba byliśmy na miejscu. Po raz kolejny otworzyłam oczy i zobaczyłam to.
-Jeju. Zayn. Zaskakujesz mnie.
-O to mi chodziło. To tak na przeprosiny.
-Kocham Cię Zayn.
-Jak ciebie jeszcze mocniej Katy.-
Zjedliśmy kolację. Zayn podszedł do mnie, chwycił mnie za rękę, żebym wstała. Wstałam a ten głupek, wziął mnie na ręce i pobiegł do wody...
 -Aaaaaaaaa.... Zayn ! Puszczaj. - krzyczałam śmiejąc się. Nie puścił. Wrzucił mnie do wody. Szkoda tylko, ze ta woda była lodowata. Chlapaliśmy się i odprawialiśmy cuda. Po godzinie wyszliśmy z wody i poszliśmy w to miejsce gdzie jedliśmy kolację. Sprawdziłam telefon która godzina. Była już 3 w nocy,  a ja miałam 3 nieodebrane połączenia i jedną wiadomość.


Szybko mu odpisałam. 


Chwyciłam Zayn`a za rękę i poszliśmy do samochodu. Po 10 minutach byliśmy już w domu. Szybko się przebrałam w piżamę i poszliśmy spać. To był cudowny dzień.



niedziela, 18 sierpnia 2013

Rozdział 26

-Emm... Przepraszam, czemu się zatrzymaliśmy ? - zapytał Liam -
-Pan Zayn, idzie kompletnie pijany. - odpowiedział. Oczy otworzyły mi się szerzej [O.O].-
-Coo ?! - krzyknęłam. Szybko wyszłam z limuzyny, ściągnęłam szpilki i podbiegłam do Zayn`a.- Zayn ! Co ty zrobiłeś ?! Dlaczego... - powiedziałam z ciszonym głosem, po czym zaczęłam płakać. Dlaczego on mi to zrobił. Dlaczego ?! Czy to moja wina ? Czy to, przez to co zrobił mi Harry zaraz po ślubie ? Ale ja tego nie chciałam. Usiadłam na krawężniku i zakryłam rękoma twarz.
-K...Ka...Kat...Katy... Ja.. J.. Ja...P...So...Przepr...Sorr...Przepraszam.- Zayn usiadł obok mnie i objął mnie ramieniem. Odepchnęłam go.-
-Porozmawiamy jak wytrzeźwiejesz. - wstałam z krawężnika i poszłam w stronę domu.- A i... Śpisz dzisiaj na kanapie. -podeszłam do drzwi i czekałam aż Liam je otworzy, bo to on miał klucze. Weszłam do środka i od razu poszłam do sypialni. Wzięłam ubrania w których miałam zamiar spać i poszłam do łazienki. Szybko wzięłam prysznic, ubrałam się w wcześniej przygotowane ubrania ( koszula Zayn`a, skarpetki, piżama). Wzięłam koszule Zayn`a, ponieważ poprzedniej nocy było mi zimno.Szybko zrobiłam luźnego wysokiego koka, umyłam zęby i wyszłam z łazienki. Nie byłam głodna, ale strasznie chciało mi się pić. zeszłam na dół do kuchni, na krześle obok wyspy siedział Zayn. Nie odezwałam się. Powinien wiedzieć co zrobił. Otworzyłam lodówkę, wzięłam sok winogronowy, upiłam łyk i włożyłam go z powrotem do lodówki. Obróciłam się w stronę schodów i poszłam do naszej sypialni. Usiadłam na łóżku i pomyślałam, że Zayn nie powinien spać w spoconych ubraniach, więc podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej to. Zeszłam na dół i podałam Zayn`owi ubrania.
-Masz. Żebyś miał w czym spać. - powiedziałam niechętnie -
-Dziękuje, misia. - odpowiedział uśmiechając się -
-Nie mów tak do mnie ! - wykrzyknęłam, po czym odwróciłam się i pobiegłam szybko do naszej sypialni. Położyłam się i próbowałam usnąć, ale nie mogłam.
Skoro nie mogę spać to wejdę na twittera - pomyślałam. - Weszłam na twittera i miałam pełno reakcji.Zaczęłam je czytać.
"Współczuję Ci Katy na serio. Nie wiem jak Zayn mógł zrobić Ci coś takiego."
'Zayn nie jest wart bycia z Tobą. Jesteś za dobra dla niego."
"Weź rozwód z Zayn`em ! On Cię nie może tak traktować"
"Wiedziałam, że Zayn nie będzie dobrym mężem"
Aż w końcu, zobaczyłam, że napisało do mnie @LittleMixOffic. Pewnie Perrie - pomyślałam-
"Katy. Strasznie Cię przepraszam. Nie chciałam, żeby tak wyszło. Wybacz  Zayn`owi. To ja sprowokowałam. Przepraszam. Perrie xx". 
I co ja mam teraz zrobić. Znudziło mi się czytanie tego wszystkiego, poza tym zachciało mi się spać. Po chwili usnęłam. 

Rano: 

Obudziłam się o 11:50
-O matko już ta  godzina ?! - powiedziałam sama do siebie. Szybko wstałam z łóżka, wzięłam ubrania
Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic, ubrałam się, zrobiłam makijaż, zrobiła fryzurkę i wyszłam z łazienki. Zeszłam na dół. Chłopaki siedzieli razem z Perrie, Dani i Elką na kanapie, a Zayn w kuchni chyba coś gotował. 


środa, 14 sierpnia 2013

Rozdział 25

Wpadłam do domu cała zapłakana. O dziwno chłopaki byli w domu. Stanęłam w korytarzu jak wryta. Cały dom lśnił. Za nim wyszłam z Zayn`em, było brudno, ubrania i skarpetki walały się wszędzie, nawet na ścianie była przyklejona pizza. Chłopaki patrzyli na mnie jak na jakąś idiotkę.
-No co ?! - wydarłam się. - Wam może też przeszkadzam ?! - wpadłam w złość. Po co ja w ogóle brałam ślub z Zayn`em ? Po co się pytam ! Po co on mi się zaręczył, skoro parę dni po ślubie już ma inną ?! Co ja mam teraz zrobić ?! Poszłam do łazienki ubrałam się w to  . Oczywiście koszula była Zayn`a. Nadal było czuć jego perfumy w całej sypialni. Znalazłam klucz, który był w szufladzie komody nocnej. Zakluczyłam się, włączyłam radio. Wszędzie były wesołe piosenki, a po za tym co chwilę leciała jakaś piosenka chłopaków. Aktualnie leciało "Kiss You" ulubiona piosenka Zayn`a. Zaczęłam płakać jak małe dziecko. Po co ja za niego wychodziłam ? Po co ? To wszystko było nie potrzebne. Wszystko przez to, że zachciało mi się iść na ich żałosny koncert. Dobra piosenki mają fajne, śpiewać - śpiewają pięknie. Przeszukałam całą sypialnię i znalazłam. To czego szukałam. Płyta z naszymi ulubionymi piosenkami, dwa albumy, płyta z piosenkami ze ślubu, płyty One Direction "Take me home" i "Up All Night". No i najważniejsze a zarazem najgorsze płyta z nagraniem z naszego ślubu. Najpierw wzięłam płytę z naszymi ulubionymi piosenkami i album ze zdjęciami. W albumie pierwsze i największe zdjęcie jakie zobaczyłam, to było zdjęcie moje i Zayn`a jak się przytulaliśmy. Potem były zdjęcia z koncertu, ze szpitala, z Wesołego Miasteczka. Już się uspokoiłam i nie płakałam kiedy zobaczyłam cztery zdjęcia.
1.Ja śpiewam i gram na gitarze dla Zayn`a.
2.Zayn śpiewa kwestie Harr`ego z WMYB.
3.Zayn mi się oświadcza.
4.Całujemy się nie jako dziewczyna z chłopakiem, tylko jako narzeczeni.
Wybuchłam takim płaczem, że masakra. Powoli wygramoliłam się z łóżka, stanęłam przy oknie. Próbowałam się wgramolić na okno, ale na marne. Byłam za niska, albo to okno było za wysoko. Jedną nogą byłam już na parapecie kiedy ktoś zapukał do pokoju.
"Puk, puk"
-Kto tam ? - zapytałam zapłakana, nadal stojąc jedną nogą na oknie.
-To, ja Liam. Otwórz !
-Po co ?!
-Bo chcę z tobą pogadać. Pamiętaj, mam klucz. Jak nie otworzysz sam wejdę. -
Zeszłam z parapetu i otworzyłam drzwi Liam`owi,
-Ei... Mała co jest? - zapytał zatroskany. Staliśmy na korytarzu.
-Wejdź Liam. Powiem ci, ale nikomu nie masz tego powtórzyć. (...) Nawet chłopakom.
-Ale... No skoro powiesz mi, to chłopaki prędzej czy później i tak się dowiedzą.
-Dobra, no. (...) Ale nie ma to wyjść w żadne wywiady, koncerty itp. Nawet wasi znajomi ok ?
-A dziewczyny ? Przecież one mogą ci pomóc.
-Ok. Ale tylko chłopaki,Eleanor  i Danielle.
-Ok. Więc o co chodzi ?
-Hmmm... Jak by to powiedzieć. - zastanawiałam się, jak mu to powiedzieć. Dla nich to też może być szok.
-Najlepiej od początku, do końca. (...) A no i prawdę.
-Ok. A więc, Zayn...Zayn...
-Co Zayn?!- po raz pierwszy Liam krzyknął. Zesłupiałam.- Przepraszam.
-Dobra. Powiem to. Zayn zdradził mnie z hmm...O wiem Perrie Edwards. Farbowana, aktualnie ma siwe włosy.- Liam także zesłupiał.-
-Znam Perrie Edwards, i to bardzo dobrze. Ja po prostu nie mogę w to uwierzyć, że Zayn cię zdradził z tą pustą blondyną ?! Przecież to nie w jego stylu.
-Dobra. Liam powiedz mi do jasnej ciasnej co mam robić ?! 
-Hmmmm... Mam pomysł. Pójdziemy wszyscy do klubu. Ty, ja, Danielle, Harry, Eleanor, Lou i Niall.
-No, nie wiem czy powinnam. Co z Zayn`em - Eii... Co ja wygaduje ?! Zayn właśnie mnie zdradził a ja się o niego martwię ?! Nie no dobra... Nie dam rady żyć bez niego, ale na imprezkę z miłą chęcią.-
-Z Zayn`em ?! - Liam był w szoku, że nadal się nim przejmuję. Nie dziwie się sama jestem w szoku. -
-Ok. Idę. - Liam uśmiechnął się szeroko i nadal stał przede mną.-
-Em... Nie, że coś ale jednak chciałabym się przebrać. W tym to nie za bardzo na dyskotekę. - zaśmiałam się. -
-A tak. Sorry. To ja powiem chłopakom i dziewczynom i czekamy. O 20:00 na dole.- powiedział wychodząc z pokoju.
Stanęłam przed szafą i głowiłam się co mam ubrać.Minęło 15 minut zanim coś znalazłam. Ubrałam się w to. (Fryzura taka jak na zdjęciu tylko jeden kolor - blond, i paznokcie też takie )
Przejrzałam się w lustrze i uśmiechnęłam się. Wychodząc do łazienki natknęłam się na Harr`ego.
-Woooooooow ! To ty Katy ? - zrobił takie wielkie oczy, że zaczęłam się chichrać-
-Hahaha... Gdybyś widział swoją minę. Tak to ja. Skoro Zayn mnie zdradził to, jestem już tak jakby sama z dzieckiem. - uśmiech zszedł mi z twarzy na myśl o wychowywaniu dziecka samemu. -
-Nie przejmuj się tym dupkiem. Nie jest ciebie wart. - Harry mnie przytulił. To było miłe z jego strony, po tym co przeszliśmy. -
-Dobra, bo się rozkleję. Muszę iść zrobić sobie makijaż.- uśmiechnęłam się. Harry wydawał mi się być inny. Taki... Hmmm... Normalny.-
-Ok. Ja też muszę się uszykować. - zniknął za drzwiami swojego pokoju, a ja poszłam do łazienki. Na szczęście była wolna. Nałożyłam lekko cienie i przejechałam tuszem po rzęsach. Na usta nałożyłam lekko beżowy błyszczący błyszczyk, i pyk. Makijaż był gotowy. Ooo... Zajęło mi to tylko 20 minut. Spojrzałam na zegarek.O kurde ! Już 20:13 a o 20:00 mieliśmy się spotkać na dole.Szybko wybiegłam z łazienki. Wszyscy już niecierpliwie czekali aż łaskawie przyjdę.
-Sorrki. - uśmiechnęłam się nie śmiało. Wszyscy wybuchli śmiechem.-
-Haha. Wygrałem zakład. - powiedział przez śmiech Niall.-
-Jaki zakład ? - zapytałam niewtajemniczona w to, co dzieje się w tym dziwnym domu.-
-Założyłem się z Harry`m, że się spóźnisz, o około 10 minut.
-Miłe.
-Dobra idziemy na tą imprezę, czy nie ? - zapytała już zniecierpliwiona Elka.-
-Tak idziemy - odpowiedział jej Lou. Maj jak oni do siebie pasują  ♥. Wyszliśmy z domu. Jak zwykle limuzyna już czekała. Liam zakluczył dom. Wsiedliśmy do limuzyny i ruszyliśmy. Jechaliśmy chyba 10 sekund, kiedy limuzyna się zatrzymała



niedziela, 11 sierpnia 2013

Rozdział 24

Wyszłam z łazienki. Na dole czekał już uszykowany.
-No to co gotowa ? - zapytał.-
-Tak. Oczywiście. - Zayn złapał mnie za rękę i poszliśmy do samochodu. -
-Zayn. A ty nadal ten sam samochód, co wtedy kupiłeś, jak wpadłam do zaspy ? - zaśmiałam się.
Może i nie było to zbyt miłe, ale patrząc z innej perspektywy, to było śmieszne. -
-No, mam. Hmmm....Skoro jedziemy na takie większe zakupy, to kupimy sobie nowe autka co ty na to ? - zapytał Zayn.
- Uuuu. Nowe autka. Super - odpowiedziałam, po czym Zayn otworzył mi drzwiczki od samochodu. Wgramoliłam się do auta. Zayn okrążył samochód i wsiadł na miejsce kierowcy. Wsadził kluczyki do stacyjki i odpalił. Ruszyliśmy. Nudziło mi się w samochodzie, więc włączyłam radio. Akurat leciało to
Zaczęłam nucić, a potem śpiewać. Zayn się wkurzył i popatrzył na mnie surowo, żebym się uciszyła.
-No co denerwuje cię, że śpiewam piosenkę 1D ? W końcu to twój zespół.
-Emmm... Nie, nie.
-No to co ? Może wkurza cię, że nie umiem śpiewać ? - zapytałam z sarkazmem. Zayn wybuchł śmiechem. Udałam, że się obraziłam. Przestałam śpiewać i obróciłam głowę w drugą stronę.
-Ei... Misia nie obrażaj się. Śpiewasz ślicznie. 
Jak ja go lubiłam wkręcać haha.  Jestem mistrzem.
-Tak, wiem śpiewam ślicznie, a wiesz, że jak byłam mała brałam udział w konkursie i wygrałam pierwsze miejsce ? - spytałam z sarkazmem. -
-Nie wierzę ci. - zaśmialiśmy się. -
-To dobrze, bo cię wkręcam, zajęłam ostatnie miejsce. - udawałam, że szlocham.-
-Ty mi się tutaj nie rozklejaj, bo zaraz samochód w morze się zamieni.- rzucił, chyba bez namysłu.-
-Bardzo śmieszne. Dobra stój ! Tutaj jest najlepszy sklep dziecięcy - wskazałam dłonią na pomarańczowe drzwi [xD]-
-Ok. No, to wysiadaj.
-A ty nie masz zamiaru iść ze mną ?- rzuciłam mu zadziwiające spojrzenie.-
-No wiesz, nadal mam dosyć po tych zakupach sprzed ślubu - zaśmiał się. -

-Bardzo śmieszne ! Ja sama nie idę, bo nie ma mi kto zakupów nosić.
-No dooobra. -co za szuja. Nawet mu się na zakupy iść nie chciało. Leń ! -
-Najpierw idziemy po wyprawkę dla dziecka i zabawki ok ?
-Nom spoko pasi mi.
(...)
-Dzień dobry.
Weszliśmy do dużego pomieszczenia, gdzie było pełno wózków, fotelików, huśtawek i nie wiadomo czego jeszcze. Na niektórych półkach poupychane były misie, kucyki, laleczki, samochodziki i inne duperele dla dzieci. Wszędzie było kolorowo, za kolorowo... Można było "rzygać tęczą" .  Zwróciłam uwagę na wielkiego tygrysa-zabawkę . Był większy ode mnie.. Wyglądał jak prawdziwy... Zadziwiają mnie dzieci, które nie boją się takich zabawek. Aż przeszedł po mnie dreszcz gdy usłyszałam ryk (?) tego tygrysa.  Normalnie zawału bym dostała. Na szczęście w tygrysie był mały odtwarzacz, czy tam mikrofon i to z niego pochodziły dźwięki .
-Matko ! Zayn ! Ale się wystraszyłam !
-Hahahahahahahahahaha ! Bez jaj , boisz się malutkiego tygryska ? 
-Jaaaasneee.. Malutkiego. 
-No tak. 
-Ehem. Dalej, co stoisz ? Już mi ! Wybierać jakiś wózek dla maleństwa ! Nie widzę cię, juuuuuż ! -zrobiłam pauzę- Halo ?! No idź. Zayn. -skrzyżowałam dłonie na klatce piersiowej i tupałam nogą na znak niezadowolenia.-
-Dzień dobry. -do sklepu weszła dziewczyna z szarymi włosami... Dość młoda, a już ma siwe włosy (?). Pewnie farba... Ech.- 
-Dzień dobry-odpowiedziała sprzedawczyni.-
Zayn patrzył na tą laskę jak jakiś nie wiem no.  Jakby był zahipnotyzowany . Nawet na mnie nigdy tak nie patrzył ! Poczułam się zazdrosna, ale odeszłam i poszłam szukać wózka dla dziecka. Spoglądałam co chwilę na Zayn'a, ale się nie ruszył. 
Wybrałam taki wózek . I znowu spojrzałam w stronę męża. Nie było tam Zayn' a ! Przymrużyłam oczy i ruszyłam w jego stronę, a bynajmniej tam, gdzie ostatnio stał. Znowu go nie było. Paniusia płaciła za coś przy kasie, a on... Sam Zayn Malik stał na zewnątrz i palił peta.  Gotowało się we mnie, schowałam się za jedną z zabawek i przyglądałam się jak "paniusia" podchodzi do MOJEGO męża i cmoka go w policzek ! Odwrócił się i spoglądał czy czasem nie wyjdę... Szuja. Objął ją w pasie i przycisnął do siebie. Nie, nie mogę dalej na to patrzeć. Łza spłynęła mi po policzku.
-Przepraszam, w czym pomóc ? -odezwała się sprzedawczyni. Stała tuż za mną, musiała mi się przyglądać.-
-Nie, dziękuję. -odwróciłam się zapłakana- 
-Podać pani chusteczkę ?
-Nie, dziękuję. Poradzę sobie. Na razie dziękuję . Do widzenia.
Wyszłam ze sklepu. Miętolili się przed nim ! Nie, ominęłam go i obdarzyłam Zayn'a chłodnym spojrzeniem, po czym weszłam do auta. Usiadłam w miejscu kierowcy. I odjechałam. Zostawiłam go samego... Prawie, miał nią... Paniusię jakąś.. Chwilka, moment, przecież musieli się znać. Od razu przecie by się nie miętolili przed sklepem ! Cofnęłam się ... Zaparkowałam w innym miejscu, tak, żeby mnie nie widział razem z tą... Tą... Dobra, daruję jej przezwisk. Pięści zacisnęły mi się na kierownicy... Wyjęłam mój aparat i przybliżyłam obraz całujących się debili i zrobiłam im zdjęcie. Przymrużyłam oczy ..Znowu... Wysiadłam z auta... Podeszłam do nich ukrywając złość. 
-No, cześć... Malik.
-Yy..
-Oj, sorki.. My się jeszcze nie znamy.. Ale ja znam cię z telewizji... -kontynuowałam- Miło poznać. -wyciągnęłam dłoń w jego stronę- O, widzę, że pan ma nawet dziewczynę... Myślałam, że żona. Hhmmm... Jak ona tam miała... Aha ! Katy Malik ! Tak. Wie pan, ja stylizuję się na nią, bo straaasznie mi się podoba. Panu też, prawda ? Jest tyle rzeczy w prasie... A i jej wywiad... I pański wywiad na jej temat.. Wy jesteście dla siebie stworzeni. -niekontrolowana łza uciekła mi z oka-
-Przepraszam panią...-odezwała się niepytana ... Ta.. ech..- Ja nie jestem Katy Malik, tylko Perrie Edwards. 
-Tak, wiem.. Tylko, że ja żałuję, że jestem Katy Malik i, że noszę jego dziecko ! -wskazałam ręką na skazanego-
Perrie zaniemówiła. Ja też bym się nie odzywała w takiej sytuacji. Kopnęłam Zayn'a w przyrodzenie i ruszyłam w stronę auta...
-A, no i jeszcze to. Macie, pamiątka. -rzuciłam w ich stronę zdjęcie.. Jak się całowali.- 
Wsiadłam do wozu i odjechałam pomimo tego, że Zayn biegł za mną. Nie .. Nie odpuszczę draniowi. Nigdy !. 



środa, 7 sierpnia 2013

Rozdział 23

~Oczami Zayn'a~
Widziałem jak Katy dostała pluskwą w brzuch... Upadła na ziemię, a ja do niej szarżuję. Popychałem ludzi, waliłem ich łokciami, byleby dostrzec do mojej, i tylko mojej kochanej Katy !
-Katy, Katy ! -krzyczałem jakbym stracił świadomość, jakbym był tylko ja i prawie nie żywa Katy.-
-Zayn, ratu..j...-powiedziała Katy z każdym slowem cichszym głosem, aż w końcu zamilkła.-
-POMOCY !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - w tym momencie podeszli do mnie ci faceci w kominiarkach. Zdjęli je i zobaczyłem ich. Moich starych kumpli. 
-No,no ! Tak, to była ta żona Malika. - powiedział jeden z nich. 
Nie pamiętam jak miał na imię.
-Kurde człowieku ! Ona jest w ciąży, i to zagrożonej !
-Coooo ? - odezwał się ten, taki podobny do mnie. -
-No tak ! Właśnie wyszła ze szpitala. Wielkie dzięki. Znaleźli się kumple ! Debile ! - warknąłem.
Wziąłem Katy na ręce i podszedłem do samochodu. Liam siedział w środku. Wsadziłem Katy obok Liam`a.  Poszedłem na miejsce kierowcy, wsiadłem i ruszyłem z piskiem opon. 
Jak moi starzy znajomi mogli mi zrobić takie coś ? Co ja im zrobiłem ? To, że powstało 1D nie znaczy, że muszą się mścić na mojej żonie i to w dodatku w ciąży ! 
Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Wziąłem Katy na ręce i wszedłem do szpitala. Zobaczyłem pielęgniarkę więc do niej podszedłem.
-Przepraszam panią. Ta dziewczyna została postrzelona w brzuch. Ona jest w zagrożonej ciąży. - powiedziałem pielęgniarce. -
-Dobrze, proszę zanieść ją do sali nr. 69. Tam gdzie zawsze leży pani Sheppard.
-Ok. Ale jak by co, to jest już pani Malik.
-Dobrze, dziękuję, że pan mówi, bo musimy zmienić to w karcie.
-Ok. To ja idę - powiedziałem, i ruszyłem w stronę sali nr. 69. Na szczęście daleko nie miałem.
Wszedłem do sali, położyłem Katy na łóżku i w tym momencie wszedł lekarz. 
-Znowu pan ? - wooow. Miłe powitanie.-
-A co ? Przecież to jest szpital, każdy może tu przychodzić ! Nie moja wina, że to na nas spadają te wszystkie nieszczęścia. - warknąłem. -
No bo co on sobie wyobrażał ?! I to jest lekarz ? 
-No dobra, dobra. Co tym razem ?
-O nie ! Skoro ma pan być taki wredny, do spadam do innego szpitala ! - syknąłem. 

-Nieeeeeeeeeeeeeee ! Katy !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!-wyrwałem się z tego okrutnego koszmaru-
-Kochanie, co się stało ?-zapytała tuląc mnie Katy.-
-Ś..Ś..Śniło mi się, że poszłaś do wesołego miasteczka, a na nie napadli i zostałaś postrzelona. Chyba umarłaś.
-Kochanie, skąd ten pomysł ? Przecież wczoraj byliśmy w wesołym miasteczku i świetnie się bawiliśmy. Nie pamiętasz ?
-Przepraszam cię, misia.
-Nie przejmuj się,chodź przytul się.-powiedziała Katy po czym wtuliła się w mój kaloryfer na brzuchu.-
-Kocham cię, Katy.
-Wiem o tym.
-I nasze dziecko też kocham.
Uśmiechnęła się i zasnęliśmy w wspólnym uścisku.

 (...)

~Oczami Katy~

Rano obudziłam się ze strasznym bólem brzucha...Zayn jeszcze spał, a ja nie chciałam go budzić. Poszłam do toalety i zaczęłam wymiotować. 

-Misia, przynieść ci coś ?- wpadł do łazienki spanikowany Zayn-
-Nie. Dzięki. 
Wyszedł z łazienki i sprzątał pokój. Chyba pierwszy raz w życiu pościelił łóżko na moich oczach .

Po pól godzinie wymioty ustały. Położyłam się na łóżku i lekko przymknęłam oczy.  Zayn cały czas  masował moje ramię. 
-Kocham cię Katy - powiedział Zayn.
-Ja ciebie też. Ale dzisiaj idziemy na zakupy. Kupimy parę ubranek, zabawek itp. dla naszego dzidziusia.
-Ja tam mogę iść, ale wiesz, że nie wiemy czy to będzie chłopiec czy dziewczynka ?
-Wiem. Mam po prostu przeczucia, że to będzie dziewczynka. Więc kupimy dla dziewczynki - pocałowałam go w usta -
-Ok. Ale jak będzie chłopiec ?
-To trudno. - uśmiechnęłam się od ucha do ucha i poszłam do łazienki. 
Ubrałam to , włosy związałam włosy w niedbałego kucyka i wyszłam z łazienki. 



poniedziałek, 29 lipca 2013

Rozdział 22

Stwierdziliśmy z Katy, że wyjazd nie ma sensu, ponieważ Katy musi leżeć w łóżku, a ja muszę załatwić parę spraw. Po 2 godzinach pielęgniarka przyniosła wypis Katy. Zaczęliśmy się pakować.
-Kotku. Słuchaj. Ja mam nadzieję, ze ty nie masz zamiaru nic zrobić Harry`emu. - powiedziała spokojnie Katy. -
Wiedziałem, że to powie. Kurde ona kocha mnie, czy Harry`ego ?!
-A co ty się tym Harry`m tak przejmujesz. Przez niego mogłaś stracić dziecko ! - wykrzyknąłem.-
Nie powinienem tak reagować. 
-Wiem...Przepraszam, już nic nie  będę mówić. - w jej oczach stanęły łzy. -
-Misia ja... Ja... - nie wiedziałem co powiedzieć. 
Wiedziałem, że ją zraniłem, całe nasze szczęście i nasze życie wali  się przez tego gnojka !

~Oczami Katy ~

Zranił mnie, okrutnie mnie zranił ! Jak on mógł to zrobić ! Robił to specjalnie !
-Zamknij się ! Wiedziałam, że tak będzie ! - wykrzyknęłam przez łzy, po czym zaczęłam uciekać w stronę wyjścia ewakuacyjnego. -
-Katy ! Katy zaczekaj ! - krzyczał za mną Zayn. -
Nie chciałam za nim czekać. Nie miałam ochoty ! Po co on mi się w ogóle oświadczał ! Chciał mnie tylko przelecieć ! On mnie w ogóle nie kochał ! Poczułam, że ktoś mnie łapie za nadgarstek. Odwróciłam się i zobaczyłam go. Zobaczyłam Nathan`a.
-Nathan ? Co ty tu robisz ? - zapytałam wystraszona. -
Co jeśli znów będzie chciał mnie wykorzystać, a potem zostawi ?
-Ja... - nie dokończył zdania, bo oczywiście pan Malik musiał wtrącić swoje trzy grosze ! -
Ughhh...! Po co oni odwalają tą szopkę ! 
-Katy ! Wsiadaj do samochodu ! W tej chwili ! - powiedział wściekły na mnie mąż.-
 No ale co ja mu do jasnej cholery zrobiłam ? 
-Nie ! - odwarknęłam mu. -
Co on sobie myślał ? Powie Katy wsiadaj do samochodu, a ja pójdę ? Po moim trupie.
-Katy powiedziałem coś ! -  teraz jego oczy ze złości zrobiły się jeszcze bardziej czarne. -
Wystraszyłam się, i to nie żarty. Tylko dwa razy widziałam jak jego oczy robią się czarne. Tylko wtedy te oczy nie były takie czarne na  mnie, tylko na Hazzę. Boję się na serio. 
-Nie interesuje mnie to co powiedziałeś ! Dobrze wiesz, że jestem w ciąży i nie mogę się prze ten tydzień przemęczać, a ty robisz wszystko, żeby i to dziecko umarło ! Jesteś nikim ! Nienawidzę cię ! Zaczęłam płakać. 
Szybko podbiegłam do pierwszej lepszej taksówki. Powiedziałam kierowcy alby zabrał mnie na ulicę One Way 5 .

~ 10 minut później ~

-Proszę, reszty nie trzeba. Do widzenia. - powiedziałam, po czym wyszłam z auta.-
Zobaczyłam, że auto Zayn`a stoi. Bałam się. Bałam się jak zareaguje na moje słowa. Przesadziłam i to bardzo. Żałuję tego co powiedziałam. On się tak stara. Taksówka dopiero teraz odjechała. Co ja narobiłam. Usiadłam na schodach przy wejściu i zaczęłam płakać. Stwierdziłam, że tak nie mogę siedzieć. Do domu też nie chcę wracać. Ok. Pójdę na spacer. Sięgnęłam po telefon do torebki. Pusto. nawet nie ma jednej, głupiej wiadomości, zero nieodebranych połączeń. Ładnie to się martwi o swoją żonę i dziecko. Tylko czy on chce mieć ze mną to dziecko ? To było pytanie - pomyślałam - Poszłam do Wesołego Miasteczka, tak popatrzeć na ludzi, którzy mają powód do szczęścia. Wychodziłam z wesołego miasteczka. Chciałam sprawdzić godzinę w telefonie. Patrze a tam 250 nieodebranych połączeń i 150 sms od : Kotek Zayn <3. Zobaczyłam ostatniego sms. 

Katy ! Martwię się ! Przepraszam ! Pogadajmy ! Jeżeli do 22:50 nie oddzwonisz albo nie odpiszesz jedziemy Cię szukać.

                                                                                              Zayn x

Dobra jest 22:30 zdążę zadzwonić. Wybrałam numer Zayn`a. Już po 1 sygnale odebrał.
-Katy  !? Matko gdzie ty jesteś ?! Boję się o ciebie i dziecko. Przepraszam. - powiedział z taką troską jak jeszcze nigdy. -
Nigdy tak nie mówił. Słyszałam, że płacze. 
-Zayn, kotku. Nie martw się. Żyję, jestem w Wesołym Miasteczku. -  odwróciłam się, patrzę a tam pięciu chłopaków w kominiarkach z pistoletami. Usłyszałam jak szczelają. -
-Katy ! Co się tam dzieje.
Szybko pobiegłam schować się w krzaki. 
Chciałam cofnąć się w czasie. Po co ja szłam do tego pieprzonego Wesołego Miasteczka. 
-Zayn ! Tu jest pięciu gości w kominiarkach i szczelają z pistoletu ! Boję się ! - mówiłam szeptem, ale szepcząc krzyczałam. -  
-Katy podaj mi ulice ! Szybko ! 
-Nie wiem jest ciemno. Wiem tylko, ze ja szłam tylko 10 minut od naszego domu. Szłam bardzo wolno. 
-Wiem gdzie ! Schowaj się w krzaki pod drzewkiem ! 
-Jetem w nich ! 
-I bądź. Zaraz po ciebie przyjadę ! Nie martw się ! Wszystko będzie dobrze !
-Czekam. - już chciałam się rozłączyć, ale usłyszałam, że Zayn coś jeszcze mówi. - 
-Czekaj ! Nie rozłączaj się ! - krzyknął do słuchawki. 
Słychać było, że jest podenerwowany, gorzej niż ja. Chociaż ja to bardziej się bałam. 
-Dobra, gdzie jesteś ? 
-Pod Wesołym Miasteczkiem. Nie widzisz mojego samochodu ? - zapytał, tak jakby stracił na coś nadzieję.  -
-Widzę. 
-Matko, ale mi strachu napędziłaś. Słuchaj mnie teraz uważnie ok ? 
-No, ale szybko... Idą w moją stronę ! Zayn, boję się ! 
-Nie bój się. Jestem obok Ciebie z chłopakami ! Spokojnie, Katy tylko spokojnie. 
-Dobra mów szybko ! 
-Wylecisz szybko z tych krzaków, wpadniesz do nas do samochodu i odjedziemy. Musisz szybko biec, misia. 
-Ok postaram się. Dobra zaraz będę w samochodzie. - wybiegłam szybko z krzaków. Usłyszałam tylko, że ktoś szczela w moją stronę. Potem była już tylko ciemność ...

Rozdział 21

Po około 5 minutach karetka była już pod domem. 
-Tu, proszę, tu jest dziewczyna - powiedziałem.- 
Byłem zdenerwowany jak nigdy. Co będzie jak Katy nie urodzi tego dziecka. Albo co gorsze ona umrze. Nie no ja już nie mam siły. Nawet jeden dzień nie może być normalny, musi coś się wydarzyć. No, ale przecież czemu obwiniam Katy... Nie ona jest winna temu wszystkiemu ! To nie jej wina. To na pewno wina Harry`ego. Nie odpuszczę gnojkowi. Pożałuje.. I będzie bał się mnie do końca życia, jeżeli przez niego coś będzie Katy ! Nie no ja mam dosyć. Chyba będę musiał wyjechać z Katy na parę tygodni, żebyśmy oboje, tylko we dwó... Trójkę odpoczęli. 
-Zabieramy ją - powiedział facet który miał około 25 lat.-
-Ale... Jak to... Co z nią ? - spytałem wystraszony.-
Bo niby po co mieliby zabierać Katy do szpitala.
Biedulka tyle życia spędziła już w szpitalu i spędzi jeszcze więcej.
-Nie wiemy dokładnie. Musimy porobić jej badania. - odpowiedział spokojnie ratownik medyczny. -Kurde jak on może być taki spokojny skoro, ktoś może na tym ucierpieć ! Tak nie będziemy grać ! 
-Ale ona i dziecko będą żyli ? - spytałem tak, jakbym miał pytać się o wyrok śmierci. - 
-Spokojnie nic im nie grozi. - powiedział ze sztucznym uśmiechem. -
No i co się durnowato śmiejesz - pomyślałem - 

~ 3 godziny później ~

Czekam już na tym korytarzu wieczność. Dobra chyba pora zadzwonić do chłopaków. Wyjąłem telefon z kieszeni i zadzwoniłem na domowy. Po 4 sygnałach usłyszałem głos Harr`ego.
-Mów - powiedział Hazza. 
Co oni w tym domu odwalali. W tle było słychać śmiechy. Katy w szpitalu a oni się śmieją z nie wiadomo czego. Co za idioci. !
-Jestem w szpitalu razem z Katy ! Nie wiem co się dzieje ! - powiedziałem spanikowany. -
Wiedziałem, że Harry`ego będzie to gówno odchodziło. Miałem rację.
-A co mnie ta twoja Katy !Debilka, która cię wykorzystuje i tyle ! Chciała tylko pieniędzy. Gdyby cię kochała, już dawno nosiłaby twoje dziecko !
-Kurde ona jest w ciąży ! - teraz już się wkurzyłem nie na żarty.-

-Cooooooo???!!!  
Był taki zszokowany, że chciałbym zobaczyć teraz jego minkę. 
-Przyjedźcie do tego szpitala co zawsze, to wam wytłumaczę. Ja muszę kończyć bo idzie lekarz.
-Ok pa. - powiedział nadal takim głosem, jakby zaraz mieli go zabić. -
Podszedłem do lekarza.
-Dzień dobry. Jestem Zayn Malik, mąż Katy Malik. - powiedziałem głosem panikującym.-
-O dzień dobry. - odpowiedział ze sztucznym uśmiechem. -
Czemu wszyscy lekarze dają takie sztuczne uśmiechy ?-zadałem sobie pytanie retoryczne-
-I jak z nią panie doktorze ? 
-Jest dobrze, nawet bardzo. Ma tylko zapalenia macicy. Za 2 godzinki powinna wyjść ze szpitala, ale będzie musiała leżeć przez tydzień w łóżku, aby dziecku nic ni zagrażało.
-Dobrze. A można wiedzieć przez co ma to zapalenie ?
-Jeden dzień zrobieniem testu ciążowego, pani Katy współżyła. Z tego co nam powiedziała, nie chciała tego. Dobrze to nie ważne współżyła z panem chwila Harry`m Styles`em. - wiedziałem. -
Wiedziałem, że to przez tego drania ! Jak coś się stanie Katy albo dziecku nie wybaczę mu tego ! Jest takim draniem ! 
-Dziękuję... - lekarz już odchodził, ale ja go jeszcze zatrzymałem. - Przepraszam a czy Katy może leżeć, też na świeżym powietrzu ?
-Oczywiście, że tak. A teraz przepraszam muszę już iść. Niedługo pielęgniarka przyniesie wypis.
-Dobrze. Dziękuję. 
Odetchnąłem z ulgą, że Katy i dziecku nic nie jest. Poszedłem do jej pokoju, oczywiście jak zawsze numer 69. 
-Cześć misia. Jak się czujesz ? - zapytałem z troską. -
Widziałem w jej oczach ten strach. Wszystko prze tego cholernego dupka ! 
-Cześć Zayn. Dzięki, dobrze, ale się boję. Boję się, że stracimy następne dziecko, tylko przez to, że Harry`emu zachciało się wejść do tej głupiej łazienki ! - krzyknęła, ze łzami w oczach.-
Nie dziwiłem się jej, że się bała. Całe życie ma przekichane. Tak bardzo chcę je odmienić. Chcę alby była szczęśliwa, ze mną. Wszystko jak zawsze rozwala Harry ! Ja go dopadnę ! 
-Kochanie nie bój się. Jestem przy tobie. Pamiętaj, nigdy Cię nie opuszczę. Powiem chłopakom, żeby cię nie dotykali, nic. Zobaczysz wszystko będzie dobrze. Będziemy szczęśliwą rodzinką, z szczęśliwym maluszkiem. Będziemy wszyscy wyjeżdżać w trasy koncertowe, na koncertach będziecie z nami na scenie. Będziemy najszczęśliwszą rodzinką. Zobaczysz ! 
-Nie mogę się już doczekać, kiedy maluch przyjdzie na świat.
-Ja też. 



piątek, 26 lipca 2013

Rozdział 20

Wyszłam z pokoju. Na korytarzu minęłam tylko zaspanego Louis`a. 
-Hej Lou. - powiedziałam dając mu buziaka w policzek.-
-Hej... Ojeju... A to za co - zarumienił się.-
-A mam dobry dzionek.
-To chyba dobrze, nie ? 
-Bardzo dobrze. - powiedziałam szczerząc zęby.-
-Ale czemu masz taki dzionek ? - zapytał podejrzliwie Lou.-
-Potem ci powiem. Spadam do mojego kociaka - krzyknęłam zbiegając ze schodów.-
-No okeeeeeej. - powiedział Louis dziwnie się spoglądając na mnie i poszedł do swojego pokoju.  -
Dobra chłopaki siedzą w kuchni, a Zayn ? No własnie... - pomyślałam. -
-Chłopaaaki ! 
-Tak ? - odpowiedzieli chórkiem Liam i Niall. - 
-Gdzie jest Zayn i Hazza ? -
-Oboje gdzieś wyszli. - powiedział Niall. - 
-Że co ? - zapytałam już powoli łzy zbierały mi się do oczu. -
-Chyba do sklepu poszli, bo Zayn (...) yyy.... - zająknął się Liam . -
-Co Zayn ?
-Ummm... Nic, nic. 
Podeszłam do Liam`a. Usiadłam grzecznie obok niego i powiedziałam powoli słowo za słowem.
-Po. Co. On wyszedł ?!

-Bo musiał coś załatwić. 
-Dobra widzę, że nic nie wyciągnę od was. Idę tam !
-Nieeee... -krzyknęli ( znowu ) chórkiem.-
-Mam w dupie, czy mi pozwalacie, czy nie. - uśmiechnęłam się, na co oni się zaśmiali. Poszłam do naszej sypialni i stanęłam przed wielką szafą. Szukałam jakiegoś normalnego stroju chyba z 15 minut. W końcu znalazłam to. Zeszłam ze schodów i nagle zaczął mnie strasznie boleć brzuch. Nie wiedziałam co się dzieje. Usiadłam na schodach, na przeciwko pokoju Harr-ego. Odwróciłam się i zobaczyłam, że pokoju Hazzy, ktoś jest. Próbowałam wstać, na marne. Po chwili podbiegł do mnie Louis, wziął mnie na ręce i poszedł zanieść do naszej sypialni. Wziął do ręki telefon i chyba chciał gdzieś dzwonić. 
-Gdzie dzwonisz ? - ledwo co mogłam się odezwać. Tak strasznie bolał mnie brzuch. -
-Po karetkę ! A gdzie indziej ! 
-Nieeeee ! - Wydarłam się. - Dzwoń po Zayn`a !
-No dobra ...- odpowiedział zdenerwowany.-
Po raz pierwszy widziałam, że Lou jest taki zdenerwowany. Kurde a jak Zayn zobaczy, że boli mnie brzuch. Dostanie szału ! Już się boję ! 
-Zayn (...) Zayn ! Kurna, słuchaj mnie (...) Słuchaj coś się dzieje z Katy (...) No nie wiem co (...) Normalnie wstała, miała super dzionek (...) Katy jadłaś coś ? - zapytał mnie szeptem Lou. -
-Nie... Zeszłam na dół myślałam, ze tam jest Zayn i chciałam z nim zjeść. 
-Nie nic nie jadła (...) Kurde co ty się na mnie wydzierasz ! (...) Nie na pewno jej nic nie zrobiliśmy (...) Okej (...) Nie, ona nie chce, żeby dzwonić na pogotowie (...) Czeka za tobą (...) Dobra ale się pośpiesz (...) No pa czekamy.
- I co ? - zapytałam nadal uginając się z bólu. -
-Kazał ci coś zjeść.
-No dobra... - przytaknęłam mu, ale z niechęcią. -
Lou podał mi śniadanie, które przyniósł mi do łóżka Zayn. Jadłam i jadłam, małymi kęsami. Po 4-5 gryzach poczułam, że zaraz zwymiotuje... Wyleciałam z pokoju i szybko przez schody. Jestem taką niezdarą, że jeszcze spadłam. Zayn wchodząc do domu zauważył tylko, ze spadam ze schodów. 
-Jejuniu ! Katy ! - krzyknął Zayn.-
-Ałaaaa... 
I w tym momencie zwymiotowałam na Zayn`a.
-O nie, dzwonie po karetkę ! - wykrzyknął Zayn.-
-N...Aaaaałaaaa... Dobra dzwoń. Szybko !
-Już misia.... Już dzwonię ! 
-Kocham cię ! Ale boli....
-Ja ciebie też, ale teraz pozwól mi zadzwonić. 
-Ok.

~Oczami Zayn`a~

Nie wiem co się w ogóle dzieje z Katy ! A, może nasze dziecko umarło w jej brzuchu ?!
Nie to nie możliwe... - myślałem wsłuchując się w sygnał telefonu.-
Po 3 sygnałach ktoś odebrał.
-Dzień dobry. Poproszę karetkę na ulicę One Way 5.
-Dobrze. - odpowiedział gruby głos ze słuchawki.-
-Byle szybko... Nie wiem co się dzieje, dziewczyna w ciąży jest.
-Dobrze.
Rozłączyłem się i podszedłem do Katy.
-Już jadą. Momencik misia... Wytrzymaj...
Słyszałem tylko jak jęczy z bólu.Nie mogę tak bezczynnie patrzeć na moją żonę zwijającą się z bólu !To na pewno przez Hazzę ! Na 100 %. Dowiem się dokładnie od czego te bóle i wymioty. Przyrzekam, że jeżeli to wina Harr-ego do zabije drania osobiście go zabiję !