-Bu ! - krzyknął Zayn, a ja aż podskoczyłam. -
-Zayn Nie strasz mnie, debilu ! Wiesz jak się przestraszyłam ?!- wydarłam się. -
-Tak, wiem. O to mi chodziło. - uśmiechnął się do mnie szczeniacko. Jaki bachor z niego. -
-Dobra idziemy do kuchni, trzeba coś zjeść, bo głodna jestem.
Kiedy schodziłam po schodach Zayn, wziął mnie na ręce, a ja zaczęłam się śmiać.
-Hahaha, Zayn ! Puszczaj ! W tej chwili ! - śmiałam się i krzyczałam. Po chwili Zayn mnie puścił i krzyknął-
-STOP !!! - oczywiście co się działo ? Bitwa na żarcie, co innego. - Czemu ja nic nie wiem, o bitwie na żarcie ? Też chciałem się porzucać. - wziął jabłko i uderzył nim w Niall`a. Oczywiście trafiło w głowę. Bidulek się przewrócił. Stałam i przyglądałam się co ci idioci robią. Matko... Z kim ja żyje. Stałam tak chyba z 5 minut, kiedy dostałam babeczką prosto w twarz. Odegrałam się, i tak zaczęłam uczestniczyć, w "wojnie" na żarcie. Biliśmy się tak, aż w końcu Zayn się na Liam`a wkurzył, i wylał na niego mleko. Ooo... To wojna dopiero się zaczyna.
-Uspokójcie się ! - krzyknął Harry - Mam pomysł.
Podszedł do szafy i wyciągnął 3 opakowania mentosów, a z lodówki wyjął cole. Mocno zburzył otworzył i wrzucił wszystkie 3 paczki. Po chwili cola wyleciała. Wszyscy pod nią poszli i skakali, żeby być bardzo mokrym. Jednak coś nam to przerwało. Dzwonek do drzwi. Liam poszedł otworzyć.
-Dzień dobry - usłyszałam gruby głos jakiegoś faceta.Poszłam zobaczyć kto to.Podeszłam a tam... Policjant. Że co ? Że policjant ? Że po co ? Kiwnęłam głową, do Liam`a, że ma iść. Poszedł.
-Dzień dobry. Emm... Ummm... Coś nie tak ?
-Doszły do nas skargi sąsiadów, że są tutaj problemy.
-Tak. Hahahahahahaha. - zaczęłam się śmiać, a policjanci spojrzeli się na mnie jak na głupią.-
-Przepraszam. Co panią tak śmieszy ?
-Bo... To wojna na żarcie.
-Aha. Ale i tak musimy wszystkich przesłuchać. - zrobiłam minę "WTF?" -
-Ale, że za co ? Za bitwę na żarcie ? Serio !?
-Przykro nam procedury.
-Hahaha. Nie, nie idziemy. Przerywają nam państwo.
Policjanci wepchnęli się do domu, i zaczęli wszystkich brać do ich tego "samochodu". Mnie wzięli dwaj, bo nie chciałam iść. Kopałam ich, gdzie popadnie. Jednak nie dałam rady. Siedzieliśmy w samochodzie, z głowami na dół. Tylko ja i Zayn sobie gadaliśmy. Policjant włączył radio, akurat były wiadomości.
"Sławny boys-band One Direction, właśnie zostali zabrani na komisariat policyjny. Ciekawe co się tu kroi. Podobno się bili. Pani Katy Malik została również zabrana." Popatrzeliśmy wszyscy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem.
-Ei... Chłopaki kiedy wy macie trasę koncertową. - zapytałam.-
-Za 7 i pół miesiąca. - odpowiedział Liam. Kurde nie za bardzo pasuję, tak późno.Po za tym za około tyle mam termin. Co jak nie będzie Zayn`a ? Nie wyobrażam sobie tego, w ogóle. -
-Aha.- po jakiś 5 minutach, byliśmy już przed komisariatem.Wysiedliśmy, i policjanci zaprowadzili nas do tego, na komisariat . Chyba sierżant, albo szeregowy. Dobra nie wiem, nie pamiętam jak ten gościu się nazywa. Właśnie na gliny mówiło się psy nie ? Dobra weszliśmy wszyscy do tego całego gabinetu. Zdążyłam tylko szepnąć na ucho Zayn`owi "Będę udawać".
Usiedliśmy na barrrdzo wygodnych fotelach. Psy się postarały. Zastanawiam się co mi tak dzisiaj odbija. No tak to ja.
-A więc doszło u państwa do bitwy ?
-Tak na żarcie - no ba Hazza, zawsze musi wtrącić swoje 5 groszy tam gdzie nie trzeba. Idiota.-
-Aha. Dobra. A co się stało temu farbowanemu blondynkowi- wskazał ten pingwin na Niall`a-
-A jabłkiem oberwał od Liam`a. - kurde, co robić, co robić, żeby nie wkopać mam !-
Zaczęłam udawać, że strasznie mnie boli brzuch.
-Ała... Ałć !
-Matko Katy ! Co ci jest ? - zapytał zatroskany Liam.-
-To tylko... Ałć.. Skurcze...- udawałam jak jeszcze nigdy. Ja to na serio jestem mądra -
-Przepraszam... To pani jest w ciąży ? - zapytał ten doggy. Idioci, wszędzie idioci.-
-Tak jest ! A to jest ojciec dziecka - wskazałam na Zayn`a.-
-Dobra. To ta dwójka migiem, jechać do szpitala.- Zayn chwycił mnie za rękę i wyprowadził mnie z gabinetu czy tam biura pingwina.-
-Dobrze zagrane mała. - chciał przebyć "piąteczkę", ale ja dostałam skurcz.-
-Zayn, teraz nie żartuje. Dostałam skurcz. - zwinęłam się na podłodze w kłębek, i nie mogłam wytrzymać.-
W głowie miałam pełno myśli, że będzie jak z Edwardem. Zayn wziął mnie na ręce i pobiegł szybko do samochodu. Jednak nie było tak łatwo. Wszędzie były fanki. Kiedy zobaczyły, że Zayn niesie mnie zwiniętą w kłębek, biegiem do samochodu, zrobiły mu miejsce. Zayn powiedział tylko ciche "Dziękuję". "Włożył" mnie na tylne siedzenie , a sam poszedł za kółko. Nawet nie zapiął pasów, ani mi, ani sobie. Nie miałam siły ich przeciągnąć. Po chwili mój telefon zabrzęczał. Osz w dupę, esemes.
- Kto to ? - zapytał nadal zdenerwowany Zayn. -
-Em... Hazza.
-Co chce ? - ale on wkurzony. Ciekawe na co ? Na mnie pewnie. -
-A ty co taki wkurzony ? Pisze, że ich wypuścili i, że dziękują mi za uratowanie tyłka.- odpowiedziałam, jeszcze spokojnie, ale to jeszcze !-
-Szkoda, że twoim kosztem ! - krzyknął. Co mu odbija. Dobra nie będę już się odzywać, niech mnie tylko do tego durnego szpitala zawiezie ! A no i tak Hazzie trzeba odpisać.
Zobaczyłam, że dojeżdżamy już do szpitala. Napisałam ostatniego esemesa.
Po chwili jednak coś odpisał. Ugh!
Oni nie wiedzą co to znaczy. "Kończę bo dojechaliśmy" ? Co za dzieciaki. Ałaaa... Kurde jak długo może mnie ten brzuch boleć ? Megan uspokój się !
Zayn wysiadł z samochodu. Obszedł go dookoła, wziął mnie na ręce i poszliśmy do szpitala.
Od razu poszedł do "mojego" lekarza. Kurde... Mogliśmy jechać do domu, i prywatnie by przyszedł, bo jeszcze będę musiała tu zostać. Ale ja nie chce !
-Dzień dobry. - powiedział Zayn, wchodząc do gabinetu tego jak on miał. Kurde mam słabą pamięć. O tego Kevin`a Morgan`a. -
-Dzień dobry. Coś się stało ? -zapytał Kevin`ek. Dobrze, że Lou nie zna jego imienia. Ale byłaby beka. -
-Tak. Żona dostała skurcze. - uu... Jak on dawno nie mówił do mnie żona. Głupio to brzmi. Ale pomyśleć, co było po ślubie. Matko. Masakra. Zayn dostał z buta w zęby, Harry no wiadomo. Jak by to powiedzieć, powstanie Megan. Hahahhaha jak to śmiesznie brzmi.
-Proszę się położyć. Zrobimy USG. - Mogran dzisiaj jakiś poważny. Dziwne. Położyłam się, a on zaczął mi jeździć bo brzuchu. - Piła pani coś w tym tygodniu ? Chodzi o alkohol.
-No, tak wczoraj kieliszek szampana.
-Jadła pani coś dzisiaj ? - co to spowiedź ?
-Nie zdążyłam.
-No to ma pani odpowiedź. Proszę tak już nie robić. Przepisze pani coś na skurcze, jak nie ustaną i troszkę się pani pomęczy.
-Ale dziecku nic... - co za faciu, przerwał mi ! -
-Nie. Tu ma pani receptę, dziękuję, do widzenia. - wstałam z łóżka, wzięłam receptę, chwyciłam rękę Zayn`a. i wyszliśmy z gabinetu. A błąd. To sala 69. Hahaha. Chłopaki czekali aż wyjdę.
-I jak? - zapytał Niall.-
-Em.. Wczorajszy szampan plus dzisiaj pusty żołądek to się równa skurcze i tabletki. - odpowiedziałam. Uhu. Nie wiedziałam, że umiem matmę. Haha. Nikt nic nie odpowiedział. Spojrzałam na zegarek 7:08 PM.
Trzymałam chwilę telefon w ręce i coś zabrzęczało. Esemes ? Kto to może być ?
-Hej Perrie, hej Danielle, hej Elka. - przywitałam się każdą buziakiem.-
-No hej - odpowiedziały chórkiem.
Weszliśmy do domu. O maj ! Było tak czyściutko że to nie podobne. Przecież jak nas pingwiny zabierały było brudno. Poszłam do naszej sypialni ubrałam się w to. Zeszłam na dół i zobaczyłam, że Zayn robił coś do jedzenia.
-Co tam robisz ? - zapytałam ciekawa, spoglądając mu przez ramię.-
-Gofry, w kształcie serduszek dla ciebie.
-Ojejuu... Dziękuję. Kochany jesteś. - powiedziałam i poszłam w stronę salonu, gdzie siedzieli wszyscy. Usiadłam pomiędzy Harrym a Lou.
-Gdzie Danielle i Liam ? - zapytałam.-
-U Liam`a w pokoju siedzą. - odpowiedział Lou całując w czółko Elkę.-
-Aha. Ei nudzi mi się może obejrzymy jakiś horror ? - zapytałam. Ogółem nie lubiłam horrorów, ale miałam dzisiaj ochotę na jakąś akcję. -
-Oo... Dobry pomysł. - powiedział Lou.-
-To wy sobie w czwórkę możecie oglądać, ale ja z Harrym spadamy do klubu dzisiaj. - odezwał się Niall. No musieli to zepsuć. Musieli...-
-No ok. To co oglądamy w czwórkę ?
-No ok. A jaki ? Bo wiecie ja znam taki nie straszny, ale nie taki, że wy byście się nie bały. - no pan mądrala Marchewka się odezwał. -
-Ok. Jaki tytuł ? - zapytała Elka.-
-Sierociniec.
-Ok. Zayn ! Chodź oglądać. - krzyknęłam.-
-Już idę.- przyszedł, i przyniósł gofry, popcorn, chipsy, sok Cappy, jednego drinka i dwa piwa.- Drink dla Elki. Sok Cappy dla mojej księżniczki, piwo dla mnie i Lou. No i jedzenie dla każdego. - powiedział włączając horror. Ta muzyka mnie troszkę przerażała. Zjadłam 2 gofry i wypiłam sok. Wtuliłam się w Zayn`a i nawet nie wiem kiedy usnęłam.












.png)
.png)
.png)

.png)

.png)
.png)



