-Zayn. Możemy pogadać ? - zapytałam nieśmiało. Czułam się jak wtedy, kiedy miałam mu odmówić chodzenia. Matko... Minęło ponad rok od naszego pierwszego spotkania, a my jesteśmy już małżeństwem, i niedługo będziemy rodzicami. Kurde jeszcze tylko 8 miesięcy. Coś ten czas szybko mi leci.
-No oczywiście. Jesteś może głodna ? - odpowiedział na pytanie pytaniem. Matko, jak to dziwnie brzmi. Ei.. Mam dzisiaj fajny humorek. Może dzisiaj pójdziemy na zakupy, a przy okazji po wyprawkę dla dziecka.
-Jestem, ale najpierw chcę z tobą pogadać.
-No ok. - podszedł do mnie i chwycił mnie w tali. - Więc o czym chciałaś pogadać ?
-O nas. To znaczy. Przemyślałam, to wszystko i... Wybaczam ci, tą zdradę. Wiem, że tego nie chciałeś. Tylko musisz mi jedno obiecać. - uu... Łatwo poszło, myślałam, że będzie gorzej. Hahaha... I ta ucieszona mina Zayn`a. Nie mogę dłużej. Wybuchłam śmiechem. Spojrzał na mnie jak na jakąś wariatkę, i jeszcze głośniej zaczęłam się śmiać. Mój śmiech przerwał mi, pocałunkiem. Nie spodziewałam się tego, ale ok. Po chwili rozłączył nasze usta...
-To co głodna ? - zapytał uśmiechając się. -
-Nawet nie wiesz jak bardzo.- Zayn podał mi talerz z naleśnikami i czekoladą. Zjadłam już 3 i nadal byłam głodna... Ups...
-Misiek... Zrobisz mi jeszcze ? - zrobiłam maślane oczka. -
-Jeszcze jesteś głodna ?
-No tak... Ei... No nie moja wina, że mam apetyt...
-Ok. Ile ?
-Szczerze ? To żartowałam. Nie chce już... - wstałam z krzesła i ruszyłam w stronę Zayn`a.
-O ty małpo...A ja już wlałem ciasto na patelnię. I kto to zje ?
-Nie wiem. Ei... Podobno Hazza i Niall mają jakieś nowe dziewczyny.
-Hę ? Nie wiadomo mi nic...
-Bo znowu cię wkręcam. Haha.
-Dobra teraz przesadziłaś. Lepiej zacznij uciekać. - szybko wzięłam nogi za pas i zaczęłam przed nim uciekać. Jednak ciąża daje się we znaki. Za szybko się zmęczyłam. Usiadłam na kanapie i udawałam, że źle się poczułam. Zayn od razu do mnie podszedł.
-Hej, Katy. Co się stało ?
-Wiesz, bieganie nie za bardzo mi odpowiada bo jestem w ciąży, więc wiesz.-Ei.. No... Przepraszam. Co zrobić, żebyś mi wybaczyła? - i znowu jedna tych jego podstępnych minek
-Zabierz mnie na randkę, ale taką romantyczną. - zaśmiałam się. Oczywiście mówiłam to dla jaj, bo miałam ochotę na zakupy. -
-Nie ma sprawy. Bądź gotowa za 3 godziny...- uśmiechnął się i ruszył w stronę salonu... -
-Ei.. Zayn, ale ja żartowałam - krzyknęłam, tak żeby usłyszał.-
-Ale ja nie misia. - podeszłam do niego bliżej stanęłam na przeciwko, a ten wariat mnie pociągnął i wylądowałam na jego kolanach. Dał mi buziaka w usta i powiedział. -
-Randka nam się przyda. Dawno nie byliśmy na żadnej. Tak szczerze, to chyba nigdy nie byliśmy, więc już cię tu niema. Masz się ładnie ubrać, ale nie sukienkę, ani nie szpilki. Chyba, że lubisz chodzić po miękkim w szpilkach.
-Emm... Um.... Nie...
-Dobra dalej. Masz trzy godziny.
-Tylko ?! Przecież wiesz, że się nie wyrobię. - Zayn wstał z kanapy podszedł do mnie i pocałował.-
-A teraz ?
-No dobra. Ale szantażystą jesteś dobrym.
-Mam to po tobie.
-Świnia. - krzyknęłam, wchodząc po schodach.-
-Małpa - odgryzł się. A to idiota. Idiota ale kochany.
Weszłam do naszej sypialny, otworzyłam szafę i się w nią wpatrywałam. Hmmm... Co by tu ubrać... Stałam jak na serio jakieś 20 minut. Mam ! W końcu. Wzięłam to, i już miałam iść do łazienki, kiedy pan "wszystko psujący Malik" krzyknął z salonu.
-Kochanie, nie ubieraj krótkich spodenek i bluzki na ramiączkach, bo nie jest za ciepło.
Ugh ! Znowu stałam przed szafą tym razem 40 minut wybierałam. Kurde minęła mi już godzina. Mam tylko dwie. Dobra znalazłam coś. Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic spojrzałam na zegarek.
-Kurde brałam prysznic 30 minut. Mam tylko 1,5 h. - powiedziałam sama do siebie. Tak wiem, nie jestem za mądra. Mam to po mężu. Hahaha.... Dobrze, że nie czyta mi w myślach. Zobaczyłam, że mój telefon się rusza. No tak wibracje mam w telefonie. Ciekawe od kogo. No tak Zayn. Kto inny.
Ten człowiek nie ma pojęcia jak mnie denerwuje.
Ubrałam się w uszykowane ubrania. Zrobiłam makijaż Taką fryzurę . Kiedy byłam już gotowa, popsikałam się perfumem "Our moment, One Direction" Matko czy w tym domu musi być wszystko z 1D. Najwyraźniej tak.
-Gotowa ? - zapytał Zayn, kiedy weszłam do salonu.
-No oczywiście, że tak.
-Ślicznie wyglądasz. - powiedział cmokając mnie w policzek. -
-No to na razie chłopaki - powiedziałam.-
-No papa. Miłej randki - odpowiedział Liam. Wsiadłam do samochód, ale dopiero po chwili skapnęłam się, że to nie ten samochód którym stale jeździmy a jakimś innym.
-Kochanie ? - zapytałam -
-Tak, misia.
-Jakim my samochodem jedziemy ?
-Moim nowym. Przecież nie mogłem stale jeździć w Hondzie. Znudziła mi się.
-A ten to ?
-Ferrari california .
-Ahaaa... Dużo mi to mówi.
-Siedzisz w samochodzie, i nie wiesz jak on wygląda. A... Zapomniałbym. - tym momencie dach nad nami się otworzył.-
-Matko ! Zayn ! Kocham cię. To było moje marzenie od małego.
-Cieszę się, że je spełniłem. -
Czułam się jak w siódmym niebie, wiatr rozwiewał moje włosy, jechałam super samochodem, za 8 miesięcy miało pojawić się dziecko, moje i mojego wymarzonego faceta.
Zauważyłam, że się zatrzymaliśmy, ale było tam tak nie fajnie. Trawa, jakieś skały, las.
-To tu ? - zapytałam z grymasem. -
-Nie kawałek dalej. - wyszłam z samochodu, a Zayn wziął koszyk. Ciekawe po co mu... No tak pewnie piknik... W sumie... Dawno nie byłam na pikniku.
-Chodź... - powiedział Zayn, i podał mi rękę, chwyciłam ją. Zayn zakrył mi oczy.
-Eii....- powiedziałam, znowu z grymasem -
-To miała być niespodzianka.
-Ok no, ok. - po chwili poczułam, jak Zayn odkrywa mi oczy. Otworzyłam je i zobaczyłam to.
-Matko, Zayn ! Kocham cię. - powiedziałam, po czym pocałowałam go czule w usta.-
-Ja ciebie też Katy. - usiedliśmy na kocu, i siedzieliśmy, gadaliśmy, marzyliśmy. Po prostu jesteśmy oboje ciekawi, jak to będzie z dzieckiem. W końcu zaczęły mnie boleć plecy i ręce od tego siedzenia. Położyłam się i wpatrywałam się w niebo. To samo zrobił Zayn. Popatrzyliśmy na siebie, i się pocałowaliśmy.Siedzieliśmy na plaży już 4 godziny. Popatrzyliśmy na piękny zachód słońca. Chodziliśmy po plaży w tą i z powrotem. Goniliśmy się. Zachowywaliśmy się jak zakochane w sobie dzieciaki. Zakochani w sobie jesteśmy ale nie dzieciaki. Zrobiło się ciemno, kiedy Zayn powiedział, że mam czekać na kocu, a on zaraz przyjdzie. Troszkę się bałam ale ok. Zgodziłam się. Nie przychodził już 30 minut. Zdenerwowałam się. napisałam sms.Nie odpisywał, przez kolejne 2 minut. W końcu zobaczyłam, że idzie.
-Matko, Zayn ! Nie strasz mnie więcej. Gdzie ty byłeś ?
-Chodź - zakrył mi znowu oczy i poprowadził gdzieś. Po chwili chyba byliśmy na miejscu. Po raz kolejny otworzyłam oczy i zobaczyłam to.
-Jeju. Zayn. Zaskakujesz mnie.-O to mi chodziło. To tak na przeprosiny.
-Kocham Cię Zayn.
-Jak ciebie jeszcze mocniej Katy.-
Zjedliśmy kolację. Zayn podszedł do mnie, chwycił mnie za rękę, żebym wstała. Wstałam a ten głupek, wziął mnie na ręce i pobiegł do wody...
-Aaaaaaaaa.... Zayn ! Puszczaj. - krzyczałam śmiejąc się. Nie puścił. Wrzucił mnie do wody. Szkoda tylko, ze ta woda była lodowata. Chlapaliśmy się i odprawialiśmy cuda. Po godzinie wyszliśmy z wody i poszliśmy w to miejsce gdzie jedliśmy kolację. Sprawdziłam telefon która godzina. Była już 3 w nocy, a ja miałam 3 nieodebrane połączenia i jedną wiadomość.
Szybko mu odpisałam.
Chwyciłam Zayn`a za rękę i poszliśmy do samochodu. Po 10 minutach byliśmy już w domu. Szybko się przebrałam w piżamę i poszliśmy spać. To był cudowny dzień.

.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz