niedziela, 11 sierpnia 2013

Rozdział 24

Wyszłam z łazienki. Na dole czekał już uszykowany.
-No to co gotowa ? - zapytał.-
-Tak. Oczywiście. - Zayn złapał mnie za rękę i poszliśmy do samochodu. -
-Zayn. A ty nadal ten sam samochód, co wtedy kupiłeś, jak wpadłam do zaspy ? - zaśmiałam się.
Może i nie było to zbyt miłe, ale patrząc z innej perspektywy, to było śmieszne. -
-No, mam. Hmmm....Skoro jedziemy na takie większe zakupy, to kupimy sobie nowe autka co ty na to ? - zapytał Zayn.
- Uuuu. Nowe autka. Super - odpowiedziałam, po czym Zayn otworzył mi drzwiczki od samochodu. Wgramoliłam się do auta. Zayn okrążył samochód i wsiadł na miejsce kierowcy. Wsadził kluczyki do stacyjki i odpalił. Ruszyliśmy. Nudziło mi się w samochodzie, więc włączyłam radio. Akurat leciało to
Zaczęłam nucić, a potem śpiewać. Zayn się wkurzył i popatrzył na mnie surowo, żebym się uciszyła.
-No co denerwuje cię, że śpiewam piosenkę 1D ? W końcu to twój zespół.
-Emmm... Nie, nie.
-No to co ? Może wkurza cię, że nie umiem śpiewać ? - zapytałam z sarkazmem. Zayn wybuchł śmiechem. Udałam, że się obraziłam. Przestałam śpiewać i obróciłam głowę w drugą stronę.
-Ei... Misia nie obrażaj się. Śpiewasz ślicznie. 
Jak ja go lubiłam wkręcać haha.  Jestem mistrzem.
-Tak, wiem śpiewam ślicznie, a wiesz, że jak byłam mała brałam udział w konkursie i wygrałam pierwsze miejsce ? - spytałam z sarkazmem. -
-Nie wierzę ci. - zaśmialiśmy się. -
-To dobrze, bo cię wkręcam, zajęłam ostatnie miejsce. - udawałam, że szlocham.-
-Ty mi się tutaj nie rozklejaj, bo zaraz samochód w morze się zamieni.- rzucił, chyba bez namysłu.-
-Bardzo śmieszne. Dobra stój ! Tutaj jest najlepszy sklep dziecięcy - wskazałam dłonią na pomarańczowe drzwi [xD]-
-Ok. No, to wysiadaj.
-A ty nie masz zamiaru iść ze mną ?- rzuciłam mu zadziwiające spojrzenie.-
-No wiesz, nadal mam dosyć po tych zakupach sprzed ślubu - zaśmiał się. -

-Bardzo śmieszne ! Ja sama nie idę, bo nie ma mi kto zakupów nosić.
-No dooobra. -co za szuja. Nawet mu się na zakupy iść nie chciało. Leń ! -
-Najpierw idziemy po wyprawkę dla dziecka i zabawki ok ?
-Nom spoko pasi mi.
(...)
-Dzień dobry.
Weszliśmy do dużego pomieszczenia, gdzie było pełno wózków, fotelików, huśtawek i nie wiadomo czego jeszcze. Na niektórych półkach poupychane były misie, kucyki, laleczki, samochodziki i inne duperele dla dzieci. Wszędzie było kolorowo, za kolorowo... Można było "rzygać tęczą" .  Zwróciłam uwagę na wielkiego tygrysa-zabawkę . Był większy ode mnie.. Wyglądał jak prawdziwy... Zadziwiają mnie dzieci, które nie boją się takich zabawek. Aż przeszedł po mnie dreszcz gdy usłyszałam ryk (?) tego tygrysa.  Normalnie zawału bym dostała. Na szczęście w tygrysie był mały odtwarzacz, czy tam mikrofon i to z niego pochodziły dźwięki .
-Matko ! Zayn ! Ale się wystraszyłam !
-Hahahahahahahahahaha ! Bez jaj , boisz się malutkiego tygryska ? 
-Jaaaasneee.. Malutkiego. 
-No tak. 
-Ehem. Dalej, co stoisz ? Już mi ! Wybierać jakiś wózek dla maleństwa ! Nie widzę cię, juuuuuż ! -zrobiłam pauzę- Halo ?! No idź. Zayn. -skrzyżowałam dłonie na klatce piersiowej i tupałam nogą na znak niezadowolenia.-
-Dzień dobry. -do sklepu weszła dziewczyna z szarymi włosami... Dość młoda, a już ma siwe włosy (?). Pewnie farba... Ech.- 
-Dzień dobry-odpowiedziała sprzedawczyni.-
Zayn patrzył na tą laskę jak jakiś nie wiem no.  Jakby był zahipnotyzowany . Nawet na mnie nigdy tak nie patrzył ! Poczułam się zazdrosna, ale odeszłam i poszłam szukać wózka dla dziecka. Spoglądałam co chwilę na Zayn'a, ale się nie ruszył. 
Wybrałam taki wózek . I znowu spojrzałam w stronę męża. Nie było tam Zayn' a ! Przymrużyłam oczy i ruszyłam w jego stronę, a bynajmniej tam, gdzie ostatnio stał. Znowu go nie było. Paniusia płaciła za coś przy kasie, a on... Sam Zayn Malik stał na zewnątrz i palił peta.  Gotowało się we mnie, schowałam się za jedną z zabawek i przyglądałam się jak "paniusia" podchodzi do MOJEGO męża i cmoka go w policzek ! Odwrócił się i spoglądał czy czasem nie wyjdę... Szuja. Objął ją w pasie i przycisnął do siebie. Nie, nie mogę dalej na to patrzeć. Łza spłynęła mi po policzku.
-Przepraszam, w czym pomóc ? -odezwała się sprzedawczyni. Stała tuż za mną, musiała mi się przyglądać.-
-Nie, dziękuję. -odwróciłam się zapłakana- 
-Podać pani chusteczkę ?
-Nie, dziękuję. Poradzę sobie. Na razie dziękuję . Do widzenia.
Wyszłam ze sklepu. Miętolili się przed nim ! Nie, ominęłam go i obdarzyłam Zayn'a chłodnym spojrzeniem, po czym weszłam do auta. Usiadłam w miejscu kierowcy. I odjechałam. Zostawiłam go samego... Prawie, miał nią... Paniusię jakąś.. Chwilka, moment, przecież musieli się znać. Od razu przecie by się nie miętolili przed sklepem ! Cofnęłam się ... Zaparkowałam w innym miejscu, tak, żeby mnie nie widział razem z tą... Tą... Dobra, daruję jej przezwisk. Pięści zacisnęły mi się na kierownicy... Wyjęłam mój aparat i przybliżyłam obraz całujących się debili i zrobiłam im zdjęcie. Przymrużyłam oczy ..Znowu... Wysiadłam z auta... Podeszłam do nich ukrywając złość. 
-No, cześć... Malik.
-Yy..
-Oj, sorki.. My się jeszcze nie znamy.. Ale ja znam cię z telewizji... -kontynuowałam- Miło poznać. -wyciągnęłam dłoń w jego stronę- O, widzę, że pan ma nawet dziewczynę... Myślałam, że żona. Hhmmm... Jak ona tam miała... Aha ! Katy Malik ! Tak. Wie pan, ja stylizuję się na nią, bo straaasznie mi się podoba. Panu też, prawda ? Jest tyle rzeczy w prasie... A i jej wywiad... I pański wywiad na jej temat.. Wy jesteście dla siebie stworzeni. -niekontrolowana łza uciekła mi z oka-
-Przepraszam panią...-odezwała się niepytana ... Ta.. ech..- Ja nie jestem Katy Malik, tylko Perrie Edwards. 
-Tak, wiem.. Tylko, że ja żałuję, że jestem Katy Malik i, że noszę jego dziecko ! -wskazałam ręką na skazanego-
Perrie zaniemówiła. Ja też bym się nie odzywała w takiej sytuacji. Kopnęłam Zayn'a w przyrodzenie i ruszyłam w stronę auta...
-A, no i jeszcze to. Macie, pamiątka. -rzuciłam w ich stronę zdjęcie.. Jak się całowali.- 
Wsiadłam do wozu i odjechałam pomimo tego, że Zayn biegł za mną. Nie .. Nie odpuszczę draniowi. Nigdy !. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz